Co ja mam powiedzieć? – Po prostu – dziękuję!

Nie przyjmuję zwykle nagród, nie działam dla nich. Działam dla innych oraz dla własnej satysfakcji. Niektóre sprawy są dla mnie trochę wyzwaniem. Jednak ze Stołka 2010 cieszę się. Dziękuję dziennikarzom oraz internautom za naprawdę niesamowicie mocne poparcie.

Ogromnie miłym akcentem było wręczenie równocześnie ze stołkiem nagrody dla mojego asystenta i przyjaciela, Spajka – dostał ogromny worek ulubionej karmy.

Szacunek mój wzbudził pan Kazubek, zdobywca ‚Nogi od stołka’, który nie dość, że odważył się przyjść i osobiście odebrać anty-nagrodę, to jeszcze zrobił to w sposób dowcipny i świadczący o jego poziomie. Jak szkoda, że nie potrafią tak nasi liderzy polityczni…

Marek Sołtys.

więcej: http://warszawa.gazeta.pl/warszawa/1,34889,8963360,Nagrody_Stolecznej_wreczone__Antynagroda_przyjeta_.html

***

artykuł wcześniejszy:

http://wyborcza.pl/1,94898,8888576,Szalony_zwyciezca_nagrody__Gazety_Stolecznej_.html

***

Szalony zwycięzca nagrody „Gazety Stołecznej”

Wojciech Karpieszuk

Nasza nagroda „Stołek” wędruje w tym roku do Szalonego Wózkowicza. Bezapelacyjnie zwyciężył też wśród internautów. Antynagrodę – „Nogę od Stołka” – dostanie Mirosław Kazubek z Zarządu Dróg Miejskich.

Marka Sołtysa, czyli Szalonego Wózkowicza, spotkałem pierwszy raz kilka miesięcy temu. Jechał na spotkanie z panią prezydent. Był w garniturze, uśmiechnięty, towarzyszył mu pies asystent – labrador Spike.

Było to kilka tygodni po tym, gdy w internecie zamieścił słynny już film: na wózku próbuje dostać się do wagonu metra rosyjskiej produkcji. Odbija się od progu wagonu. Wózek się przewraca.

.

Marek Sołtys nie ukrywał podekscytowania spotkaniem z Hanną Gronkiewicz-Waltz. Ale wiedział, czego chce – rzetelnej rozmowy o barierach architektonicznych, na które w Warszawie natykają się osoby niepełnosprawne. I poradził sobie znakomicie. Od tego spotkania urzędnicy już go nie ignorują. Stał się nawet ich ekspertem, np. radzi się go Zarząd Transportu Miejskiego.

Zanim zamieścił film w YouTube, przez dwa lata bezskutecznie prosił Metro o tanie rampy, po których wózkowicze mogliby bez problemów wjechać do wagonów.

I właśnie ten film (obejrzały go tysiące) to był początek Szalonego Wózkowicza. Od tamtej pory jest wszędzie: jeździ na debaty w sprawie dostępności Starówki, na obrady komisji dialogu społecznego w sprawie mieszkań chronionych, sprawdza dostępność nowych tramwajów. Przyznaje: – Nie przepuszczałem, że tak to się rozwinie. Wrzucając film, chciałem pokazać urzędnikom, w czym tkwi problem.

Szalony Wózkowicz zawsze jest uśmiechnięty. Krytykując, stara się nikogo nie urazić. Ma niezwykłe poczucie humoru. Kiedy walczył o rampy do lokali przy Krakowskim Przedmieściu i Nowym Świecie, to pod jedną z restauracji podjechał z własnym stolikiem na kółkach. – Chciałbym coś zamówić. Do środka nie wjadę, bo są schodki – mówił zakłopotanemu kelnerowi. Tak zaczęła się jego akcja: „Trakt Królewski”. Jeździł od lokalu do lokalu i namawiał ich właścicieli na przenośne rampy. Są dziś w 32 miejscach przy Nowym Świecie i Krakowskim: w restauracjach, w pubach, u złotnika, w kawiarni.

O swoich sukcesach mówi zawsze w liczbie mnogiej. Podkreśla, że pomaga mu wiele osób. Na początku to była grupka znajomych skupiona w nieformalnym Towarzystwie Przyjaciół Szalonego Wózkowicza. Dziś to kilkunastu pomocników, którzy angażują się w jego akcje. Ostatnio – 24 grudnia – zorganizowali wigilię dla 50 niepełnosprawnych samotnych osób. Towarzystwo zmieniło się w fundację.

Dlaczego Marek Sołtys sam siebie nazywa Szalonym Wózkowiczem? Podczas jednej z naszych rozmów wspominał, że to ksywa jeszcze z czasów studenckich. Już po wypadku znajomi nie pozwoli siedzieć mu w domu. Wnosili go na wózku do ikarusa i jechali na podbój Warszawy. Było to ponad 30 lat temu. – Trzeba było być szalonym, by się na coś takiego zdecydować – żartował.

Często mówi też, że chce zmienić wizerunek osoby z niepełnosprawnością. Nigdy nie słyszałem, by narzekał, że jest mu ciężko. Nigdy nie powiedział, że coś mu się należy, bo porusza się na wózku. Przeciwnie – podkreśla, że to, co robi, robi dla innych. Mówi, że życie tak mu się ułożyło, że stać go na własną składaną rampę, którą często ze sobą wozi. Jeździ też po świecie, zwiedza. Podróże to jego pasja.

Ma głowę pełną pomysłów. Jeszcze nieraz zaskoczy swoją akcją. Myślę, że wielu ludziom (nie tylko niepełnosprawnym) pokazał też, że chcieć, to móc. Nawet na drugi koniec Europy można się wybrać, jak się siedzi na wózku i choć ręce odmawiają czasem posłuszeństwa.

PS. Wczoraj w redakcji odkryliśmy, że Marek Sołtys znany jest też poza granicami Polski. Artykuł o nim ukazał się we wtorkowej gazecie „Badische Zeitung”, która wychodzi we Fryburgu. Autorka określiła Szalonego Wózkowicza „nowym bohaterem Polski”. Podobne artykuły ukazały się ostatnio w jednej z większych niemieckich gazet „die tageszeitung” i lokalnej „Augsburger Allgemeine”.