.

.

Spajk – pies ‚wysoce’ – asystujący!

Czy można dostać w prezencie przyjaciela? Jeszcze niedawno (wiosna 2009)  twierdziłbym, że nie ale odkąd spotkałem na mojej drodze Spajka i fundację Pomocna Łapa moje zdanie zmieniło się diametralnie.

Wcześniej nie miałem psa asysta, ale przecudowną sunię owczarka niemieckiego. Oddała mi swoje 16 lat życia i całe swoje wierne serce. Była cudownym kompanem wielu wojaży ale i codziennych dni spędzonych w domu. Byłą radością życia. Po jej śmierci długo nie chciałem innego psa, po pewnym czasie jednak, jako osoba po której domu zawsze kręcił się pies, zacząłem rozglądać się za innymi psami (ale tylko owczarkami).

W tym czasie trafiłem na Pomocną Łapę i Spajka (www.pomocnalapa.pl), nie dość, że nie owczarka to do tego psa. A ja chciałem tylko i wyłącznie sunię! Na początku patrzyłem na niego z pewną rezerwą, jednak jego opiekun, Piotr, okazał się doskonałym psychologiem. Od razu zaproponował spacer. Dał mi do trzymania smycz. Wtedy po raz pierwszy przemknęła mi myśl, że to może być fajny pies. Na początku Spajk miał być niby nie dla mnie. Miałem tylko poczuć się ‘przy’ psie. Gdy przy trzecim spotkaniu Spajk zareagował entuzjastycznie na nasze powitanie, w moim sercu coś odtajało, coś co zostało zamrożone ze stratą mojej suni. Zacząłem wyczekiwać na każde następne spotkanie, nazywane treningiem, ale dla mnie to był nie tyle trening co świetny czas z coraz świetniejszym psem. Gdy Spajk został u mnie po raz pierwszy na noc, na początek na próbę, mieliśmy niesamowite przeżycie. Nigdy wcześniej nie widział mnie bez wózka. Wieczorem, podniosłem się na podnośniku i opuściłem na podłogę. Spajk najpierw przyglądał mi się ze skupieniem a potem oszalał z radości: skakał wokół, przynosił mi zabawkę, w końcu wtulił się we mnie i zasnął na kolanach gdy drapałem go za uchem, po brzuszku, po nosku. Czasem otwierał oczy i w jego spojrzeniu zobaczyłem to czego potrzebowałem od tak dawna. Nie zapomnę tej chwili do końca życia, nie zapomnę tej radości i ufności, ciepłego uczucia rozlewającego się po duszy. Wiedziałem już, że to jest mój pies a ja jestem jego. Teraz, po kilku wspólnych miesiącach, wyjazdach, przygodach, znając jego słabości i zalety, tym bardziej czuję jaki jest mi bliski. Myślę, że nie tylko związaliśmy się ze sobą emocjonalnie ale i rozumiemy się o wiele lepiej. Jestem bardzo dumny gdy mogę iść na spacer a obok idzie taki przyjaciel.

No tak, ale ktoś czytając ten tekst może zapytać: ale to miał być pies asystujący osoby z  niepełnosprawnością, więc o czym tu piszę. Mogę odpowiedzieć tylko tak: Spajk to cudowny przyjaciel a jako przyjaciel robi wszystko aby mi pomóc, a potrafi dużo. Jest w stanie podać mi swoją ‘marynarę’ i smycz, pomaga mi je włożyć, podaje telefon i inne przedmioty wskazane, podniesie upuszczoną monetę w sklepie, poda chipsy z dolnej półki, otwiera drzwi. Wcześniej nie byłem w stanie wyjść z domu bez pomocy drugiej osoby, teraz ze Spajkiem zyskałem samodzielność w tej kwestii. Co więcej, daje mi duże poczucie bezpieczeństwa: kiedyś zdarzyło się, że wisiałem na podnośniku sufitowym czekając kilka godzin aż ktoś wróci do domu i mi pomoże, czekałem patrząc na telefon leżący metr poza zasięgiem mojej ręki, teraz wiem, że w momencie awarii mój przyjaciel poda mi ten telefon i zadzwonię po pomoc. Nie boję się też, że telefon spadnie mi na ulicy wieczorną porą i będę czekał pół godziny w deszczu na przechodnia który mi poda go. Wszystko to razem spowodowało, że do mojego życia wraz z psem wkroczyła nie tylko większa pewność siebie, nie tylko konkretna pomoc wyrażająca się poprawą samodzielności ale przede wszystkim ciepła istota powodująca, że jest mi o wiele lepiej, że częściej się uśmiecham i czuję bardziej potrzebny. Przy okazji zabaw mam też o wiele więcej ruchu, jestem też zobligowany do częstszego wychodzenia z domu, ale cały obowiązek posiadania psa jest niczym wobec tego co on daje mi i pośrednio osobom stykającym się z nami. Ten pies w jakiś niesamowity sposób potrafi otwierać serca innych i chociażby na chwilę przywoływać na twarze ludzi uśmiech. Nie zdarzyło mi się jechać metrem aby ktoś się nie uśmiechnął! To taki zaczarowany pies.

I za to wszystko o czym napisałem tutaj i czego napisać się nie da, pragnę bardzo serdecznie podziękować zarówno szefowej fundacji jak i trenerom, zwłaszcza Piotrowi, którzy włożyli tyle pracy ale i serca w wychowanie i trenowanie psa. Nie da rady wychować psa bez emocjonalnego związania się z nim i doceniam, że dla dobra innych, oddają te psy w ręce drugich, tych którzy je potrzebują, chociaż zdaję sobie sprawę co czują w sercu widząc jak ich pupil odchodzi z innym człowiekiem. Budzi to naprawdę mój ogromny szacunek.

Bardzo podziwiam tę działalność i taką formę pomocy, która naprawdę, w rzeczywistości i w wymierny sposób jest tak pomocna osobom na wózkach jak ja. Obawiam się, że osoba sprawna nie jest w stanie tak do końca docenić i zrozumieć wartości takiej jak samodzielne wyjście z domu czy pewność, że ktoś poda zawsze telefon. Dziękuję za to niesamowite uczucie. I za coś niemożliwego ale co stało się faktem: za sprezentowanie mi towarzysza życia i wiernego przyjaciela. Dziękuję.