Luty 2010 – zima. Las Kabacki (Warszawa)… 

Spokojna ścieżka wije się między ośnieżonymi drzewami. Z każdym powiewem delikatnego wietrzyku osypuje się delikatna biała mgiełka. Między gałązkami nieśmiało wygląda słoneczko zerkając kto buszuje pod drzewami.

Jadę, słuchając jak śnieg skrzypi pod kołami. Już dawno po świętach a w lesie czuć nastrój gwiazdkowy, nie wiem dlaczego. Obok, wyprzedzając mnie albo szusując na prawo i lewo biega mój przyjaciel, Spajk. Biega niby zajęty swoimi sprawami, ale co jakiś czas zerka w moją stronę i przybiega trącić mnie nosem, jakby mówił: jestem i mam na ciebie oko… Radośnie macha ogonem, czyta swoim nosem jemu tylko dostępne wiadomości i

tropy, oraz cieszy się chwilą gdyż Pancio, czyli ja (sic!), zwolnił go z marszu obok wózka. Udzielił nam się nastrój, jest tak spokojnie, pogodnie i przyjemnie. W pewnym momencie Spajk zdecydował, że czas się pobawić, zająć czymś konkretnym. Pędzi do mnie trzymając w pysku ogromną, zaśnieżoną gałąź. Przestraszony ptak podrywa się do lotu. Gdy nie podejmuję zabawy z kijem – cóż, za duży na moje możliwości – biega z nim dookoła

mnie. Później szaleje wokół wózka zostawiając gałąź. Nie da się być ponurym przy Spajku, krzyczę do niego: ‘szaleństwo?’, co nakręca go jeszcze bardziej. Po chwili przylatuje do mnie zziajany i szczęśliwy, wsadza głowę pod moją dłoń jakby chciał bym go pogłaskał, przytulił. Uspokaja się i idziemy dalej. Teraz już biegnie obok, bez polecenia ‘równaj’.

Jak ja kiedyś żyłem bez niego? Aż ciężko uwierzyć, że jest u mnie dopiero pół roku.
Spotykając pierwszy raz Spajka czułem, że jest to niezwykły pies. Niesamowicie szybko utworzyła się między nami bardzo silna więź – z obu stron zresztą. Nie mówię tu o samym wykonywaniu przez niego poleceń ale o czymś głębszym. Spajk czyta mnie i moje zachowanie: gdy jestem smutny przychodzi przytulić się, patrzy w oczy jakby mówił: ‘nie martw się, poradzimy’. Gdy źle się czułem i miałem wysoką temperaturę, nie odstępował mnie na krok: leżał obok łóżka odmawiając sobie snu na swoim posłaniu; często też czułem jego mokry nos na moim ręku. Gdy coś mu doskwiera, też widzę to. Gdy chce wyjść się załatwić czy po prostu nudzi mu się. Spędzamy razem 99% czasu: w domu, w czasie pracy, spacerów, spotkań towarzyskich, zakupów czy załatwiania spraw. Już wie kogo lubię i reaguje radośnie na ich widok. Ja zaś już wiem z którymi psami się zakumplował i która sunia przypadła mu szczególnie do gustu – ma klasę gość, bo wybrał śliczną, powabną i dobrze ułożoną goldenkę ze świetną panią :).

Wiemy o sobie coraz więcej. Wiem już jakich psów unika i co zrobić gdy się boi. Wiem jaki taniec radości robi po zrobieniu kupy :). Wiem, kiedy próbuje wyłudzić przysmaczek przynosząc mi bez wezwania telefon albo rano budząc mnie, przy wtórowaniu budzika, i wydając niesamowite odgłosy – pojawia się wtedy przed moją twarzą jego morda ze skarpetkami w pysku. Nauczyliśmy się siebie i mogę chyba wypowiedzieć się w naszym imieniu, że jest nam dobrze ze sobą. I mogę godzinę o nim gadać wychwalając jego charakter, mimo, że znam już jego słabości. Czuję, że mam w nim super przyjaciela i towarzysza życia.

Las, Las Kabacki. Idziemy dalej, mijają nas ludzie, uśmiechają się. Z niektórymi zamieniam kilka słów. Ludzie są ciekawi Spajka jako psa asystenta ale i wielu mówi, że mam ładnego pieska. Wiem o tym, dumnie idę (jadę) przed siebie. Z naprzeciwka zbliża się para młodych ludzi z dalmatyńczykiem, Spajk spogląda na mnie, widzę, że aż rwie się do łaciatego psiaka, pozwalam mu się przywitać. Po chwili oba psy pędzą przed siebie. Gwiżdżę, Spajk zawraca. Psy z impetem przelatują obok nas, dalmatyńczyk biegnie dalej, mój pies się zatrzymuje. Mówię: biegaj, biegaj. Pędzi do swojego kumpla. My zaczynamy rozmowę. Kobieta mówi, że widziała jakiś program o takich psach, jej chyba facet pyta czy naprawdę assist jest taki pomocny. Człowieku, odpowiadam, bez niego nie potrafiłbym już funkcjonować. Dał mi tak niesamowitą siłę i poczucie bezpieczeństwa. Nie boję się, że spadnie mi telefon i nie będę miał jak wezwać pomocy gdy mi się np. wózek w lesie zepsuje albo zakopie w śniegu, nie martwię się i nie patrzę bezradnie wokół szukając kogoś pomocnego gdy spadnie mi portfel w sklepie, nie muszę prosić kogoś aby podał mi pastę do zębów stojącą na najniższej półce. Człowieku, odpowiadam, będzie ci to trudno zrozumieć bo nigdy nie siedziałeś na łóżku czekając aż ktoś przyjdzie do domu i poda ci pilot od lóżka albo od telewizora który spadł na podłogę. Nigdy nie stałeś na wprost drzwi wyjściowych i nie zastanawiałeś się jak je otworzyć jakby nie daj boże pożar był… Ja kiedyś miałem takie dylematy, teraz już nie. I to jest właśnie assist radośnie machający ogonem i patrzący ci ufnie w oczy. To jest assist przynoszący tak samo radośnie piłkę jak i moje lekarstwo…. Ludzie kręcą głową, mówią, że nie zdawali sobie sprawy a ja daję im wizytówkę z adresem stronki gdzie mogą zobaczyć co Spajkulo potrafi (http://www.youtube.com/watch?v=c7a4Ny7_XO4). Życzymy sobie miłego dnia i rozchodzimy się. A ja wiem, że mam najlepszego psa pod słońcem i tyle…

Naokoło las i zima, a mi jakoś ciepło na duszy. Słoneczko już nisko się opuszcza, zaczyna prószyć śnieżek, obok mnie idzie statecznie, lekko już zmęczony pies. Wracamy do domu, po drodze jeszcze wejdziemy do sklepu, gdzie nas już znają wszystkie panie ekspedientki i pomagają wybrać najlepsze produkty (bo bardzo świeża rybka dzisiaj… i jaki mądry ten piesek). Jutro idę do lekarza, tam też Spajk jest przyjmowany jak dobry znajomy a ja mam dzięki temu uśmiechniętą panią doktor. I wiem, że będzie mi towarzyszył gdziekolwiek nie pójdę i sprawdzi się jako świetny kompan, tak jak było podczas wakacji nad morzem, skoków z pomostu do wody, wycieczek po pojezierzu, jazdy pociągiem, metrem, samochodem i wielu innych, dalszych eskapad i wyjazdów. Wiem, że będzie mi towarzyszył na mojej drodze życia w dobrych i złych momentach, bo życie jak ta ścieżka leśna raz piękna i łatwa a raz trudna i pełna korzeni i nigdy nie wiadomo co i kogo spotkamy za zakrętem.

==============================================================================