zima dla kulawych… http://warszawa.gazeta.pl/warszawa/1,34889,8764967,Dla_nich_zima_to_katorga__matki_z_wozkami_i_niepelnosprawni.html

***

http://warszawa.gazeta.pl/warszawa/1,34889,8199323,Sukces_Szalonego_Wozkowicza__wywalczyl_rampy.html

Sukces szalonego wózkowicza. Nie udawało się przez lata urzędnikom, udało się jemu – na Krakowskim Przedmieściu i Nowym Świecie kawiarnie, restauracje, a nawet złotnik otwierają się na osoby niepełnosprawne.

Zakąski Przekąski na Krakowskim Przedmieściu. Kelner nie wierzy własnym oczom – przed lokalem dwoje wózkowiczów i ich pełnosprawni znajomi rozstawili się z własnym stolikiem na kółkach. – Nie możemy wejść do środka, bo nie ma podjazdu, a chcemy coś u was zjeść. Przyjechaliśmy zatem z własnym stolikiem – objaśnia kelnerowi Marek Sołtys znany też jako szalony wózkowicz.

To jeden z filmików, który zamieścił na swojej stronie (www.tpsw.pl). Tak pokazuje bariery, na które natyka się w Warszawie. Pod koniec kwietnia ruszył na swoim wózku inwalidzkim na Nowy Świat i Krakowskie Przedmieście. Niepełnosprawni mówią, że te ulice to przykład zmarnowanej szansy – mimo remontów do większości lokali prowadzą jeden, dwa stopnie. Dla wózkowicza to przeszkoda nie do pokonania.

Marek Sołtys jeździł od lokalu do lokalu i namawiał ich właścicieli, by coś z tym zrobili. Proponował lekkie, przenośne i tanie rampy. – Czasem to wystarczy, by restauracja czy sklep były dostępne dla osób z niepełnosprawnością – objaśnia. – Nie trzeba nic montować, nie trzeba zgody konserwatora. Kładzie się rampę na stopnie i wózkowicz wjeżdża. Wszystko trwa kilka sekund.

Myślał, że na rampy zdecydują się trzy, góra cztery miejsca z Traktu Królewskiego. Zgłosiło się 30 przedsiębiorców! Marek Sołtys sam skontaktował się z kilkoma firmami sprzedającymi rampy, przygotował naklejki w kilku językach na drzwi lokali: „Poproś o rampę, miejsce dostępne”.

Pierwsze są już w klubokawiarni Nowy Wspaniały Świat, kawiarni Starbucks i Pracowni Złotniczej – Tomasz Włodarczyk. Kolejne rampy mają być dostarczone w przyszłym tygodniu. – Ich liczba zaskoczyła nawet firmę, która je sprzedaje. Poprosili o tydzień na sprowadzenie – śmieje się szalony wózkowicz.

Wczoraj jeszcze raz wyruszył na Nowy Świat i Krakowskie Przedmieście. Tym razem wręczał Certyfikaty Miejsca Dostępnego.

Przed wejściem do Nowego Wspaniałego Świata dzwonek, by wezwać pomoc. Wychodzi barman z przenośną rampą. Jest leciutka. Marek Sołtys bez problemu wjeżdża do środka.

- Już przy otwarciu klubokawiarni myśleliśmy o budowie podjazdu. Odpuściliśmy, bo nie stać nas na to było – mówi Iza Jasińska, menedżerka Nowego Wspaniałego Świata. – Po rozmowie z Markiem Sołtysem okazało się, że rampy nie są drogie. Wydaliśmy ok. 500 zł.

Nie teoretyzuję, siedzę w wózku

Krakowskie Przedmieście i Nowy Świat wcześniej próbowali zmienić urzędnicy. Narzekali, że niewiele mogą zrobić, bo sklepy, restauracje, kluby to własność prywatna. Kiedy przed rokiem na przenośne rampy namawiał Jan Ponulak, naczelnik wydziału ds. osób niepełnosprawnych, nie było odzewu. – Myślę, że nasza perswazja i działanie Marka Sołtysa razem dały sukces – mówi naczelnik. – Najważniejsze, że coś zaczęło się dziać. Dalej możemy działać razem.

W czym tkwi sukces szalonego wózkowicza? – Nie teoretyzuję. Siedzę w wózku przed kawiarnią i mówię właścicielowi: „Nie mogę dostać się do środka i napić się herbaty”. To działa.

Zaznacza: – Robię to za darmo, nie dostaję żadnej prowizji od sprzedanych ramp. Moim jedynym zyskiem jest to, że mogę wjechać do tych lokali, że nie jestem w nich dyskryminowany. W końcu zaczynam czuć, że Warszawa to też moje miasto.

==============================================================

http://warszawa.gazeta.pl/warszawa/1,34889,8037916,Szalony_wozkowicz_nie_zaglosowal__Nie_mogl_wejsc_do.html

Szalony wózkowicz nie zagłosował. Nie mógł wejść do lokalu.

Niepełnosprawny Marek Sołtys nie dostał się do swojego lokalu wyborczego – podstawówki na Natolinie. Członkowie komisji odprawili go z kwitkiem.

- Zawsze tu głosowałem i nigdy nie było problemu. Szkoła jest niedostosowana do potrzeb osób z niepełnosprawnością, ale do tej pory wynoszono mi kartę do głosowania. Rok temu, podczas wyborów do Parlamentu Europejskiego, członkowie komisji wynieśli urnę – opowiada poruszający się na akumulatorowym wózku Marek Sołtys. Zasłynął, jako szalony wózkowicz – swoje podróże po Warszawie nagrywa i wrzuca do internetu. Na filmikach widać, jak nie może dostać się do metra, albo zmuszony jest wtargnąć na ruchliwą jezdnię przy rondzie Dmowskiego, bo widny do podziemnych korytarzy są notorycznie popsute.
Dziś chciał głosować w swoim lokalu wyborczym mieszczącym się w szkole podstawowej nr 336 przy ulicy Małcużyńskiego. – Lokale wyborcze mieszczą się przeważnie w szkołach i w przedszkolach. Wszystkie powinny być przystosowane do potrzeb osób z niepełnosprawnością. W każdej szkole powinny być warunki, by mogło się w niej uczyć dziecko poruszające się na wózku – mówi. – Chciałbym, tak jak każdy, zagłosować w sali i wrzucić swój głos do urny.

Ale w pierwszej turze nie zagłosował w ogóle. Daria Sieniawska, przewodnicząca komisji, poinformowała go, że nie może wynieść ani urny, ani karty do głosowania poza siedzibę komisji. Mówiła, że to niezgodne z prawem. Szalonego wózkowicza od urny dzieliło kilkanaście schodków.

- Jak się czuję? Czuję się, jak niepełnosprawny, a nie osoba z niepełnosprawnością. Nie udało mi się zagłosować, a wybory to jeden z najważniejszych aspektów demokracji. Jest mi przykro – skwitował Marek Sołtys.

=====================================

Szalony wózkowicz wkracza do akcji – teraz na Krakowskie

Wojciech Karpieszuk
2010-04-08, ostatnia aktualizacja 2010-04-08 09:09

Marek Sołtys rozmawia z pracownicą herbaciarni  przy Krakowskim Przedmieściu 63

Marek Sołtys rozmawia z pracownicą herbaciarni przy Krakowskim Przedmieściu 63
Fot. Albert Zawada / Agencja Gazeta

Czy jest jeszcze szansa na przyjazne dla wózkowiczów Krakowskie Przedmieście i Stare Miasto? Urzędnicy twierdzą, że tak. Mijają jednak kolejne miesiące, a salon Warszawy się nie zmienia. Do akcji wkroczył szalony wózkowicz.

- Kocie łby na Starym Mieście to niezły masaż – śmieje się Marek Sołtys, czyli szalony wózkowicz, o którym pisaliśmy wielokrotnie. Zasłynął z tego, że na YouTube pokazuje Warszawę z perspektywy wózka inwalidzkiego. – Lubię Starówkę. Zwłaszcza latem, wieczorami jest urokliwa. Mnóstwo spacerowiczów, uliczni grajkowie. A ja nawet loda nie mogę zjeść, tak podskakuję na tych kocich łbach – opisuje. Dodaje: – Takt Królewski to podobno salon Warszawy. Nie dla wszystkich! Do 90 proc. sklepów, pubów, restauracji prowadzą dwa, trzy schodki. Nie dostanę się tam.

To miało się zmienić. Jan Ponulak, naczelnik wydziału ds. osób niepełnosprawnych w ratuszu, rok temu w lipcu zapowiedział rewolucyjne zmiany: przenośne podjazdy do lokali na Krakowskim Przedmieściu i przygotowaną specjalnie z myślą o wózkowiczach trasę turystyczną od placu Zamkowego, Podwalem, Piekarską, na Rynek Starego Miasta. Pierwsze platformy miały pojawić się jeszcze przed końcem zeszłorocznego sezonu, we wrześniu. Trasa turystyczna też miała być gotowa szybko. Ale na Krakowskim Przedmieściu ani na Starówce nic się nie zmieniło.

-Trochę nam się to opóźniło – przyznaje Ponulak. – Przeprowadziliśmy audyt we wszystkich lokalach i mamy wytyczne, jak je poprawić. Na prośbę właścicieli lokali jednak odłożyliśmy rozmowy – była ciężka zima, święta. Ale już rozpoczynamy spotkania i mam nadzieję, że latem pojawią się pierwsze platformy – przekonuje. A co ze Starówką i z trasą turystyczną? – Lada moment rusza przetarg na remont – mówi naczelnik. Po szczegóły odsyła do Zarządu Terenów Publicznych.

- Remont, zakładając że będą na to pieniądze w budżecie, zacznie się w przyszłym roku. Zakończy w latach 2013/14 – precyzuje Anna Stasiewicz, wicedyrektorka ZTP ds. inwestycyjno-technicznych. ZTP chce wyrównać wszystkie nawierzchnie ulic na Starówce, na chodnikach, zamiast płyt betonowych, pojawią się płyty kamienne. Krawężniki, przynajmniej te na skrzyżowaniach, będą obniżone. – To poprawi komfort osób na wózkach – mówi wicedyrektorka. Być może uda się też wymienić nawierzchnię ulicy Piekarskiej. – Niestety, trasa turystyczna nie powstanie wcześniej, bo ulicą skierujemy cały ruch budowlany. Nie możemy jej wyremontować przed końcem wszystkich prac na Starówce – tłumaczy.

Szalony wózkowicz nie czeka na urzędników. – Bezpośrednie rozmowy są lepsze od wytycznych z ratusza – uważa. Na swoim elektrycznym wózku ruszył na Trakt Królewski. Zatrzymuje się przed każdym sklepem, restauracją, pubem i prosi, by ktoś do niego wyszedł. – Namawiam na platformy. Najtańsza to koszt ok. 350 zł. A czasami platforma wystarczy, bo przeszkodą jest kilka stopni – mówi Marek Sołtys. W lokalu rozmawia z obsługą i zostawia ankietę dla szefów. Jest w niej informacja o różnych przenośnych rampach i miejsce na deklarację właściciela lokalu w tej sprawie. – Pod koniec kwietnia zbiorę je. Im więcej chętnych, tym platformy tańsze. Kupi się je hurtowo – kalkuluje. Jest dobrej myśli, bo odzew w większości lokali jest pozytywny. – Tłumaczę przedsiębiorcom, że jak dostosują lokal, to będą mieli niepełnosprawnych klientów. A przecież do restauracji nikt sam nie przychodzi – mówi szalony wózkowicz. – Niestety, w kilku miejscach usłyszałem, że nie są zainteresowani rozmową.

=========================================================================

http://warszawa.gazeta.pl/warszawa/1,34889,7703153,Szalony_wozkowicz_z_wizyta_u_pani_prezydent.html

Szalony wózkowicz z wizytą u pani prezydent

Wojciech Karpieszuk
2010-03-26, ostatnia aktualizacja 2010-03-25 23:15

Na spotkanie z Markiem Sołtysem pani prezydent  ściągnęła szefa Metra, wiceprezydenta, dyrektora polityki społecznej i  niepełnosprawnego posła Piotra Pawłowskiego

Na spotkanie z Markiem Sołtysem pani prezydent ściągnęła szefa Metra, wiceprezydenta, dyrektora polityki społecznej i niepełnosprawnego posła Piotra Pawłowskiego
Fot. Bartosz Bobkowski / Agencja Gazeta

Wynik spotkania – powstaje grupa, która ma opracować zasady stosowania ramp w metrze. To sukces, bo wcześniej o takie rampy wielokrotnie prosił Metro. Bezskutecznie.

Stawili się szefowie ZTM i Metra Warszawskiego. Byli też wiceprezydent Warszawy Jacek Wojciechowicz, dyrektor biura polityki społecznej i pełnomocniczka pani prezydent ds. przeciwdziałania dyskryminacji. – Sprawa sporego kalibru. Ma pan moc sprawczą – komentował z uśmiechem Piotr Pawłowski, prezes Stowarzyszenia Przyjaciół Integracji, które pomaga niepełnosprawnym. Też był na spotkaniu.

Wczoraj tuż przed 14 do ratusza wjechał na swoim akumulatorowym wózku Marek Sołtys. Jak zawsze towarzyszył mu labrador – asystent Spike. Pan Marek sam siebie nazywa szalonym wózkowiczem. Zasłynął z tego, że nagrywa swoje wypady po Warszawie i wrzuca to na YouTube. Filmy obejrzały tysiące internautów.

Jakiś czas temu zaprosił panią prezydent na spacer po Warszawie. Zaproponował, by usiadła na wózku inwalidzkim i z tej perspektywy spojrzała na centrum miasta. Spaceru nie było. Za to Hanna Gronkiewicz-Waltz zaprosiła szalonego wózkowicza do ratusza.

- Myślę, że najważniejszy punkt naszej rozmowy to będzie metro – mówił jeszcze przed spotkaniem Marek Sołtys. – Już rok koresponduję w sprawie ramp, po których wózkowicze bez problemu wjadą do wagonu. Są lekkie, tanie, nie wymagają montażu. Pisałem listy do władz Metra. Nic nie wskórałem.,/P>

- Kiedyś miałem gości z Norwegii. Oprowadzam ich po mieście i słyszę od jednego z nich, poruszającego się na wózku: „Dopiero w Warszawie poczułem się kaleką!” – opowiadał Marek Sołtys w drodze do ratusza. – Głupio mi się zrobiło, bo to moje miasto.

Spotkanie trwało nieco ponad godzinę. I tak jak planował szalony wózkowicz, było poświęcone głównie metru. – Jest dobra wiadomość: pani prezydent zobligowała szefów Metra i ZTM do załatwienia sprawy ramp – opowiadał już po spotkaniu.

Marcin Ochmański z biura rasowego ratusza precyzuje: – Powstaje zespół. Z jednej strony działać w nim będą Marek Sołtys i przedstawiciel Integracji, z drugiej – przedstawiciel Metra. Cel jest taki, by opracować zasady korzystania z tych ramp, wybrać optymalne rozwiązanie.

Jak długo będą trwały prace zespołu? – Myślę, że będzie to jedno, góra dwa spotkania.

===========================================================================

http://wyborcza.pl/1,94898,7648272,Szalony_wozkowicz__Pani_prezydent__zapraszam_na_wozek.html

treść:

Szalony wózkowicz: Pani prezydent, zapraszam na wózek

Wojciech Karpieszuk
2010-03-11, ostatnia aktualizacja 2010-03-10 21:30

Marek Sołtys ze swoim  psem Spajkiem

Marek Sołtys ze swoim psem Spajkiem
Fot. Filip Klimaszewski / Agencja Gazeta

Szalony wózkowicz zaprasza panią prezydent na nietypowy spacer. Chce, by usiadła na wózek inwalidzki i z tej perspektywy spojrzała na centrum Warszawy.

- Trasę spaceru już mam – mówi poruszający się na elektrycznym wózku Marek Sołtys. – Najpierw przejażdżka metrem. Tak, żeby pani prezydent zobaczyła, jaka jest różnica między wjeżdżaniem na wózku do wagonu rosyjskiego i francuskiego. Później spróbujemy dostać się do tramwaju. Przy Polu Mokotowskim jest taki przystanek, z którego wózkowicz nie ma szans się wydostać. Na wysepce trzeba czekać na następny niskopodłogowy tramwaj, a te tamtędy jeżdżą rzadko. Jak starczy nam czasu, to zabiorę jeszcze panią prezydent na rondo Dmowskiego. Tam windy do podziemi są za małe, służą za toalety, często się psują, drzwi trzeba samemu otwierać do zewnątrz. Osoba na wózku sobie z tym nie poradzi – opowiada.

Marek Sołtys zasłynął kilka tygodni temu tym, że w internecie zaczął zamieszczać krótkie filmy ze swoich wypraw do różnych miejsc w centrum Warszawy. Sam nazwał siebie szalonym wózkowiczem, bo – jak mówi – chce zmienić wizerunek niepełnosprawnych. Dlatego jego filmy – choć dotyczą barier architektonicznych – opatrzone są często dowcipnymi komentarzami. Na jednym z pierwszych obrazów szalony wózkowicz próbuje dostać się do wagonu metra rosyjskiej produkcji. Nie jest to łatwe, bo podłoga wagonu jest o kilkanaście centymetrów wyżej niż peron, a pomiędzy składem i peronem – szeroka dziura. Marek Sołtys już rok temu proponował Metru rozwiązanie: przenośne, tanie, lekkie rampy. Na stacjach jednak nic się nie zmieniło. Najświeższy film: szalony wózkowicz pokonuje skrzyżowanie al. Jana Pawła II, Aleje Jerozolimskie i Chałubińskiego. Musi wjechać tam na ruchliwą ulicę.

Moje zaproszenie to nie jest żadna prowokacja. Nie chcę nikogo ośmieszać. To poważna propozycja – zastrzega. – Chcę pokazać pani prezydent centrum miasta z perspektywy wózkowicza. Wcześniej słałem listy do urzędników niższych szczebli. Na nic to się zdało. Właśnie dostałem pismo z Metra w sprawie ramp. Z automatu powielili wcześniejszą odpowiedź. Mam wrażenie, że nie czytali moich propozycji. Czuję się lekceważony i zbywany – tłumaczy. I dodaje: – Czasem naprawdę wystarczy niewiele, wcale nie są potrzebne duże pieniądze na likwidację barier. Chciałbym o tym wszystkim porozmawiać z panią prezydent, która rządzi Warszawą.

Przykładami rzuca jak z rękawa: trzy schodki w podziemiach między hotelem Marriott i Centralnym. Dla wózkowicza przeszkoda nie do pokonania, a wystarczy tam niewielki podjazd. Albo wspomniany już przystanek tramwajowy przy Polu Mokotowskim. Marek Sołtys proponuje, by umożliwić tam wjazd na torowisko, tak by można było przejechać na drugą stronę ulicy.

- Znajoma zaoferowała się już, że pożyczy elektryczny wózek dla pani prezydent. Dostosuję się czasowo do jej obowiązków . Myślę, że cały spacer zabierze nam nie więcej niż godzinę – przekonuje. W zeszły piątek wysłał do ratusza zaproszenie na spacer. Teraz czeka na odpowiedź.

Marcin Ochmański, rzecznik ratusza, mówi, że Hanna Gronkiewicz-Waltz widziała już filmy szalonego wózkowicza. – Pani prezydent z chęcią spotka się z panem Markiem. Jednak lepszym miejscem do merytorycznej rozmowy będzie ratusz, a nie teren – przekonuje.

- Cieszę się, że jest odzew. Z wielką chęcią stawię się w ratuszu – zapowiada Marek Sołtys.

====================================================================

http://warszawa.gazeta.pl/warszawa/1,95190,7595048,Kolejna_akcja_szalonego_wozkowicza___teraz_na_rondzie.html

Kolejna akcja szalonego wózkowicza – teraz na rondzie

Wojciech Karpieszuk
2010-02-24, ostatnia aktualizacja 2010-02-23 20:37

Marek Sołtys ze swoim  psem Spajkiem

Marek Sołtys ze swoim psem Spajkiem
Fot. Filip Klimaszewski / Agencja Gazeta

Jak pokonać na wózku inwalidzkim skrzyżowanie Marszałkowskiej z Alejami Jerozolimskimi? Wtargnąć na ruchliwą jezdnię i manewrować między samochodami. Zrobił tak szalony wózkowicz, a film z tego zamieścił w serwisie YouTube.

- Inaczej na tym rondzie nie da rady – opowiada rencista Marek Sołtys, który w internecie podpisuje się „szalony wózkowicz”. – Windy do podziemnych korytarzy są bezużyteczne: za małe dla wózków elektrycznych. Bardzo często się psują. Drzwi do nich trzeba samemu otwierać, i to do zewnątrz. I ten zapach w środku – windy służą za toalety! – jak z rękawa sypie mankamentami. – Nie ma w tym żadnej przesady – zapewnia.

Na filmie w serwisie YouTube widać, jak szalony wózkowicz w towarzystwie psa asystenta próbuje przejechać ruchliwą Marszałkowską w kierunku ronda. Nie może wjechać na chodnik, bo krawężniki są zbyt wysokie. Na rondzie pana Marka mija sznur samochodów i autobusów. Po chwili od strony stacji metra Centrum jedzie pod prąd w kierunku rotundy. Niektóre samochody stają. – Generalnie kierowcy są wyrozumiali. Nikt nie trąbi, nie wyzywa. Raz zdarzyło mi się, że kierowca, który jechał za mną, włączył nawet światła awaryjne i asekurował mnie – opowiada pan Marek. Dodaje jednak: – Tak nie powinno być. Za każdym razem, jak wjeżdżam na jezdnię, boję się, że coś mi się stanie.

Część filmu dotyczy też wind, którymi – przynajmniej teoretycznie – osoba na wózku mogłoby zjechać do podziemnych korytarzy i bezpiecznie pokonać rondo. Marek Sołtys nie może się do nich dostać, bo jego elektryczny wózek nie mieści się w środku. Sam nie daje rady otworzyć drzwi. Dodatkowo, żeby winda jechała, trzeba cały czas wciskać guzik. A to spore utrudnienie dla tych, którzy mają chore i słabe ręce. Jedna z wind (wjazd do niej jest przez publiczną toaletę!) w ogóle nie działa.

Za windy pod rondem Dmowskiego odpowiada Zarząd Dróg Miejskich. – W tym roku zaczniemy ich przebudowę. Najpierw zrobimy odwodnienie, bo w windach często stoi woda. Później zajmiemy się wymianą urządzeń – zapewnia Urszula Nelken, rzeczniczka ZDM. Ale nie potrafi sprecyzować, kiedy zacznie się wymiana urządzeń i co obejmie.

A te windy to nie jest świeży problem. Już w październiku 2008 r. pisaliśmy o dwóch kobietach poruszających się na wózkach inwalidzkich, które utknęły w podziemiach. Powód? Zepsuta winda. Kobiety trzeba było wynosić.

O szalonym wózkowiczu zrobiło się głośno na początku lutego, kiedy w internecie zaczął zamieszczać filmiki ze swoich wypraw w miasto. Hitem był ten nagrany w metrze – pan Marek bezskutecznie próbuje dostać się do środka rosyjskiego wagonu. Nie daje rady, bo różnica między podłogą składu a peronem to kilkanaście centymetrów, a pomiędzy duża dziura. Nagranie kończy się jego wywrotką.

Marek Sołtys zapowiada kolejne filmy. Tym razem z podróży tramwajem po Warszawie. – Robię je trochę z przymrużeniem oka, ale mam nadzieję, że coś zmienią. Czasem, poza dobrą wolą decydentów, niewiele trzeba – mówi. – Ostatnio dostałem e-maila od pewnej niepełnosprawnej. Jest świeżo po wypadku. Napisała, że po obejrzeniu moich filmów zaczęła wychodzić z domu.

=====================================================================

http://warszawa.gazeta.pl/warszawa/1,34889,7556934,Dlaczego_metro_nie_moze_pomoc_z_dnia_na_dzien_.html

Dlaczego metro nie może pomóc z dnia na dzień?

Wojciech Karpieszuk
2010-02-13, ostatnia aktualizacja 2010-02-12 21:38

Nie rozumiem władz Metra Warszawskiego. Niepełnosprawny podróżny na tacy podał im rozwiązanie, jak ułatwić wjazd na wózku inwalidzkim do wagonu. Co zrobiło Metro? O rozwiązanie tego samego problemu zwróciło się do Rosjan. To zajmie miesiące, jeśli nie lata.

Teraz jest tak: w rosyjskim wagonie (tych jest u nas większość) różnica między jego podłogą a peronem to nawet kilkanaście centymetrów. To duża dziura. Dla wózkowicza przeszkoda nie do pokonania. Udowodnił to poruszający się na elektrycznym wózku inwalidzkim Marek Sołtys. Kilka dni temu umieścił w serwisie YouTube film z nieudanych prób dostania się do wagonu. Kończy się jego upadkiem.

Po co to zrobił? Jak powiedział „Gazecie”, z desperacji. Chciał nagłośnić sprawę, bo od prawie roku słał pisma do Metra. Nie tylko wytykał niedociągnięcia, ale też proponował rozwiązanie – przenośne rampy. Lekkie, niewymagające montażu, tanie. Na stacjach jednak nic się nie zmieniło. Kiedy historię podchwyciły media, przedstawiciele Metra tłumaczyli, że nie mogą zastosować ramp, bo ich montaż naruszałby konstrukcję wagonu. W takich przypadkach – jak przekonuje rzecznik Metra Krzysztof Malawko – trzeba wycofać tabor z użytkowania i wystąpić o nowe świadectwo dopuszczenia do ruchu. Władze przewoźnika zwróciły się więc o rozwiązanie problemu do producenta składów, czyli Rosjan.

Po co? Takie rampy stosuje się w wielu krajach (co zresztą widać na filmach Marka Sołtysa). Nie trzeba ich do niczego przytwierdzać, nie trzeba przerabiać wagonów, nie naruszają żadnej konstrukcji. Widać to na kolejnym filmie wózkowicza. Wypożyczył pochylnię ze sklepu ortopedycznego (waży 3,5 kg, kosztuje 350 zł.). Bez problemu wjechał na niej, a później wyjechał z rosyjskiego wagonu. Cała operacja trwała kilka sekund.

Rzecznik Malawko odpowiada, że co innego, jak ktoś sam sobie położy rampę, a co innego, gdyby miało ją stosować na masową skalę Metro. Potrzebne są atesty, zgody itp. Mówi: – Problemy są po to, by je rozwiązywać. Ale nie da się tego zrobić z dnia na dzień.

Z dnia na dzień? „Gazeta Stołeczna” pisała o nich już w 2003 r., kiedy w dziurę między peronem a wagonem wpadła na stacji Politechnika pełnosprawna kobieta.

Dziwi mnie jeszcze coś. Niektórzy uznali, że Marek Sołtys robi z igły widły. W komentarzach pod tekstem w internecie ktoś napisał, że może przecież poczekać na skład z francuskimi wagonami Alstom, w których progu nie ma. To samo powiedział mi rzecznik Metra, dodając, że wózkowicz musiałby czekać najwyżej sześć minut. A niby dlaczego ma czekać? Dlaczego wszyscy mamy czekać na nie wiadomo jaki patent z Rosji, skoro Marek Sołtys podsunął rozwiązanie na wyciągnięcie ręki.

=====================================================================

http://warszawa.gazeta.pl/warszawa/1,95190,7541074,_Szalony_wozkowicz__jezdzi_po_Warszawie_i_kreci_filmy.html

„Szalony wózkowicz” jeździ po Warszawie i kręci filmy

Wojciech Karpieszuk
2010-02-09, ostatnia aktualizacja 2010-02-09 15:19

Szalony wózkowicz zamieszcza kolejny film. Tym razem pokazuje decydentom z Metra Warszawskiego, co zrobić, by osoba na wózku inwalidzkim mogła bez problemu wjechać do rosyjskiego wagonu.

Marek Sołtys ze swoim  psem Spajkiem

Fot. Filip Klimaszewski / Agencja Gazeta

Marek Sołtys ze swoim psem Spajkiem
O wózkowiczu pisaliśmy wczoraj. W serwisie YouTube zamieścił filmy ze swoim udziałem. Widać na nich, jak na stacji Centrum próbuje dostać się do rosyjskiego wagonu. A te stanowią większość w warszawskim metrze. Problem w tym, że podłoga takiego składu jest kilkanaście centymetrów nad peronem, a pomiędzy nimi spora dziura. Sam do wagonu nie da rady wjechać. Film kończy się jego upadkiem. /film tpsw o metrze/

Proste rozwiązanie

Szalony wózkowicz (tak sam siebie nazywa) to rencista Marek Sołtys. – Mam bardzo proste i tanie rozwiązanie. Na YouTube zamieszczę kolejny filmik, na którym zademonstruję, co należy zrobić – mówi. – Od kilku miesięcy próbowałem zainteresować tym metro. Nie udało się.

Jego propozycja to przenośna rampa. W razie potrzeby podstawia się ją do drzwi i osoba na wózku wjeżdża po niej do środka. – Nie odkrywam Ameryki. To pomysł z innych krajów – mówi wózkowicz. – W Japonii obok platformy, która wisi na ścianie, jest przycisk. Osoba na wózku za jego pomocą wzywa pracownika. Wszystko trwa kilka chwil. W Berlinie 3,5-kilogramową rampę wożą ze sobą maszyniści – opowiada.

Marek Sołtys od maja wysyłał do Metra listy, w których opisywał problem i proponował rozwiązanie. Przedstawiciele przewoźnika zwrócili się do producenta rosyjskich wagonów o pomoc. – Producent ma przedstawić pomysł: co zrobić, by z wagonów mogli korzystać wszyscy pasażerowie – mówi Anna Bartoń z biura prasowego Metra Warszawskiego.

- To będzie kosztować mnóstwo pieniędzy i zanim coś się zmieni, miną wieki – stwierdza Marek Sołtys.

On sam wypożyczył wczoraj w sklepie ortopedycznym przenośną platformę i za jej pomocą dostał się do metra bez najmniejszych problemów. – To urządzenie kosztuje 350 zł. Gdyby Metro kupowało hurtem, to pewnie byłoby jeszcze tańsze. Szacuję, że rozwiązanie problemu na wszystkich stacjach to 7-8 tys. zł – mówi.

Po południu na stronie www.tpsw.pl (tpsw to skrót od towarzystwa przyjaciół szalonego wózkowicza) był już nowy film. Widać na nim kilka rodzajów przenośnych ramp używanych w różnych krajach. Nie wymagają żadnego montażu do wagonu ani do peronu. Są lekkie, nieduże, ich rozłożenie zajmuje kilka sekund. Na filmie widać też, jak szalony wózkowicz bez problemów wjeżdża po ramie do rosyjskiego wagonu. Po chwili, też bez problemów, wyjeżdża do środka.

Desperacja i odzew

Skąd pomysł na zamieszczanie filmików? – Trochę z desperacji – przyznaje Marek Sołtys. – Chciałem pokazać, że osoby niepełnosprawne chcą wychodzić z domów. Ale do tego potrzebna jest przyjazna przestrzeń. Czasem poza dobrą wolą niewiele potrzeba, by zmienić coś na lepsze.

I takim przykładem według niego jest właśnie metro. – Windy, przystosowane toalety. Gdyby jeszcze były te podjazdy – rozmarza się.

Filmy zaczął umieszczać w YouTube kilka dni temu. Obejrzało je już kilka tysięcy osób. Jak mówi, ogromny odzew przerósł jego najśmielsze oczekiwania. Dostał wiele listów z opisami innych miejsc w Warszawie niedostępnych dla niepełnosprawnych. – Pracuję nad kolejnymi filmami. Pomagają mi w tym znajomi. Wszystko kręcimy zwykłym aparatem fotograficznym – wyjawia szalony wózkowicz. Zdradza, że następny obraz będzie o rondzie Dmowskiego. – Zademonstruję, jak przedostaję się tam na drugą stronę ulicy.

Na stronie jest też film nakręcony po obfitych opadach śniegu przed Pocztą Główną przy Świętokrzyskiej. Szalony wózkowicz nie mógł dostać się do środka, bo podjazd dla wózków zasypano śniegiem zgarniętym z chodnika.

=====================================================================

http://wyborcza.pl/1,75248,7536546,Przewrocil_sie_wsiadajac_do_metra__Nakrecil_o_tym.html

Przewrócił się wsiadając do metra. Nakręcił o tym film

Wojciech Karpieszuk
2010-02-08, ostatnia aktualizacja 2010-02-08 08:27

Kadr z filmu Szalonego  Wózkowicza

Kadr z filmu Szalonego Wózkowicza

Szalony wózkowicz nie mógł doprosić się o platformy, więc nakręcił film ze sportów ekstremalnych, czyli jazdy warszawskim metrem. Filmik zamieścił w YouTube. Widać na nim, jak mężczyzna na elektrycznym wózku inwalidzkim przewraca się podczas próby dostania do wagonika.

Luty, stacja Centrum. Szalony wózkowicz (tak podpisuje się poruszający się na wózku Marek Sołtys) zjeżdża po zaśnieżonym podjeździe. Elektryczny wózek inwalidzki rozpędza się na wertepach, pan Marek podskakuje. Słychać jego głośne: „Aaaaa”. Filmik trwa kilkanaście sekund. Tytuł: „Z górki, czas na ostrą jazdę bez trzymanki”. Kolejny film jest dłuższy. Zaczyna się od sekwencji: „Warszawskie Metro wita serdecznie osoby niepełnosprawne oraz życzy miłej i ciekawej podróży”. Widzimy, jak pan Marek lawiruje na nieodśnieżonym placyku. Towarzyszy mu labrador – asystent.

Jest już na stacji Centrum. „Jeśli trafisz na wagon firmy Alston, jest OK… Europa” – czytamy i widzimy, jak szalony wózkowicz bez problemów wjeżdża do środka wagonika. Ale nie zawsze jest tak przyjemnie. Kolejne ujęcie rozpoczynają napisy: „Jeśli trafisz na wagon serii 81 (ruski), zaczyna się przygoda”. Dlaczego? Podłoga wagonika jest o kilkanaście centymetrów wyżej od peronu, a między pociągiem a peronem sporych rozmiarów dziura.

Szalony wózkowicz podjeżdża i zaraz się cofa. Przechyla się do tyłu, tak by ciężarem ciała podnieść wózek. Nie daje rady. Dwoje podróżnych pomaga mu dostać się do środka.

Po chwili ujęcie z perspektywy peronu. Wózek podjeżdża do rosyjskiego wagonika. Obija się o próg. Do tyłu, do przodu. Nie da rady. Na zbliżeniu w zwolnionym tempie widać, jak kółko wózka klinuje się w szczelinie.

Na koniec rekonstrukcja wypadku, który zainspirował szalonego wózkowicza do nagrania filmu. Podczas próby wjechania do metra oba przednie kółka wpadają w szczelinę. Rozkołysany wózek przewraca się z panem Markiem. Pasażerowie pomagają mu się podnieść. – Może dla ciebie sportem ekstremalnym jest skok na bungee, dla mnie jest nim przejazd warszawskim metrem i korzystanie z ruskich wagonów – wózkowicz podsumowuje swoje tarapaty. I apeluje do widzów, by zasypali władze Metra apelami w sprawie zamontowania pochylni.

Do „Gazety” napisał też, że zaproponował Metru takie rozwiązanie, ale od miesięcy czeka na odpowiedź.

- Znamy pana Marka. Korespondujemy z nim w sprawie pochylni w rosyjskich wagonach od maja – mówi Anna Bartoń z biura prasowego Metra Warszawskiego. Twierdzi jednak, że zamontowanie pochylni nie jest technicznie proste. Trzeba bowiem wziąć pod uwagę, że na peronach położonych na łuku zmienia się odległość między pociągiem a peronem, tzn. nie jest taka sama przy każdych drzwiach.

- Ale szukamy możliwości zainstalowania platform. Zwróciliśmy się już w tej sprawie do rosyjskiego producenta. Propozycje pana Marka weźmiemy też pod uwagę przy zakupie taboru do drugiej linii metra – zapewnia.

Filmiki w YouTube zostały umieszczone kilka dni temu. Obejrzało je już ok. 800 osób. W komentarzach ewciae napisała: „Świetny pomysł. Trzeba mówić o takich problemach. Przecież ich rozwiązanie nie jest takie trudne. Proponuję posadzić urzędników na jeden dzień na wózek, niech zobaczą, jak to jest”.

Filmy można obejrzeć na stronie www.tpsw.pl . Marek Sołtys rozwija ten skrót: towarzystwo przyjaciół szalonego wózkowicza.