http://www.taz.de/1/politik/europa/artikel/1/der-rollstuhlfahrer-und-das-krokodil/

(tłumaczenie z niemieckiego:  Andrzej Kapys i Malgorzata Kowalska)

taz, 20.12.2010

Życie z niepełnosprawnością

Szalony wózkowicz i krokodyl

Gabriele Lesser

Marek Sołtys jest nowym polskim bohaterem. Mężczyzna jeżdżący na wózku dość już miał pisania petycji. Zaczął kręcić krótkie filmiki, które wzbudziły sensację. Stały się wręcz kultowe.

Polska ma nowego bohatera. „Szalony wózkowicz”, jak sam się określa  Marek Sołtys, od niemal roku jeździ po warszawskim centrum i kręci o sobie filmy. Zwiedzającym Zoo może się zdarzyć, że usłyszą od niego pytanie: „Jak właściwie   wygląda krokodyl?”, w chwili gdy wchodzą po schodach przy basenie z gadami. W filmie ludzie śmieją się z absurdu, jakim jest problem schodów. Bogato gestykulując opisują zielone zwierzę z ogromną paszczą i mnóstwem zębów. Potem sprawdzają, czy może jednak nie ma jakiegoś dojazdu dla wózkowicza do basenu z krokodylem.

Filmy „szalonego wózkowicza” stały się kultowe w całej Polsce. – Jęki i skargi nic tu nie pomogą – mówi 48-latek, który swym głosem, siwą brodą i poważnym wyglądem sprawia dostojne wrażenie. Ale do polityki iść nie chce. „Zmienimy coś tylko wtedy, gdy wszyscy będą umieli śmiać się z absurdów naszego życia i zobaczą, że pomaganie nam jest dziecinnie proste.

Scena pierwsza: warszawskie metro.

Nowoczesne, błyszczące jak stal, szybkie. Polacy nie dadzą powiedzieć o nim złego słowa. Marek Sołtys stoi  na peronie, towarzyszy mu kamerzysta. Kiedy wjeżdża czerwony pociąg, Sołtys mówi do siebie: „ruskie wagony”, bo są też i francuskie, do których łatwiej się wsiada. Pomimo to naciska przełącznik  „naprzód”

Ciężki wózek akumulatorowy jedzie w stronę szerokich drzwi pierwszego wagonu.. Pasażerowie odsuwają się robiąc mu miejsce i przyglądają się z ciekawością. Między skrajem peronu a progiem wagonu jest duża przerwa. Dodatkowo podłoga pociągu jest wyżej o 12 centymetrów niż peron.

I chociaż Sołtys lekko się wychyla, by przenieść swój ciężar do tyłu, przednie małe kółka blokują się o próg wagonu. Wózkowicz wrzuca wsteczny i próbuje ponownie.

Dodaje więcej gazu i wózek pędzi na łeb, na szyję w stronę drzwi. Ale przeszkoda jest jednak nie do pokonania. Kółka odbijają się od progu, kręcą się i wpadają w lukę przy peronie. Wózek przechyla się, jakby w zwolnionym tempie. Marek spada na podłogę. Przerażeni pasażerowie ustawiają z powrotem wózek i podnoszą poturbowanego człowieka.

Marek Sołtys to wyjątek. W Polsce jest wprawdzie około 3,5 miliona osób niepełnosprawnych, jednak niewidomi, głuchoniemi lub upośledzeni umysłowo są ledwie widoczni na zewnątrz. – Zostają w domu –  mówi Sołtys. – Nieliczni biorą udział w życiu. Przeważnie czekają na śmierć.

Co prawda konstytucja polska zabrania dyskryminacji osób niepełnosprawnych, jednak rzeczywistość wygląda inaczej. Niezliczone bariery niemal uniemożliwiają poruszanie się po mieście na wózku. I to nie tylko w Warszawie. Schody, wysokie krawężniki, stopnie przed sklepami i restauracjami, zbyt wąskie drzwi, zepsute i śmierdzące windy.

Po wejściu Polski do Unii Europejskiej przynajmniej na niektórych dworcach powstały toalety przystosowane do potrzeb osób niepełnosprawnych. Ale z wielu nie można skorzystać. Dobrym przykładem jest toaleta dla niepełnosprawnych na dworcu zapomnieli o windach czy rampach. Prowadza do niej tylko strome schody. W ten sposób ta wzorowa funkcjonuje tylko w statystyce.

– Wcześniej pisałem listy – opowiada Sołtys, ogrzewając sobie dłonie przy dużej  filiżance kawy w jednym z warszawskich bistro. Na zewnątrz leży śnieg, jest siedem stopni poniżej zera. – Dwa, trzy miesiące później otrzymałem odpowiedź na moje prośby. Ale nic się nie zmieniało, kompletnie nic. I tak było latami.

Popija łyk kawy. ­– Wtedy nakręciłem pierwszy film – pomyślałem, że muszę pokazać ludziom z metra, gdzie leży problem. Upadku przy wjeździe do wagonu nie planował.

Ale na Youtube filmik zrobił furorę. Marek uśmiecha się dobrodusznie. – Dziesiątki tysięcy Polaków na niego klikały. Niektórzy się ze mną skontaktowali, inni apelowali do dyrekcji Metra, żeby wreszcie stworzono ruchome rampy. Tak ruszyła lawina.

Scena druga: warszawski Dworzec Centralny.

Na peronie czeka kamerzysta. Sołtys przyjechał pociągiem, teraz na swoim wózku elektrycznym pokonuje labirynt podziemnych korytarzy.  U jego boku jak zawsze labrador Spajk. Pies jest jego asystentem i przyjacielem jednocześnie.

W podziemiach panuje półmrok, a Sołtys widzi tylko na jedno oko. Brakuje znaków pokazujących drogę dla wózków. Gdzie jest wyjście? Są znaki informujące o wyjściu na przystanki tramwajowe i autobusowe, ale na powierzchnię prowadzą tylko strome schody. Sołtys zawraca, jedzie przez niekończące się korytarze. W końcu stoi przed schodami prowadzącymi w górę do hali głównej dworca.

To tutaj na schodach zamontowano dwie platformy dla osób na wózkach. Sołtys z ulgą wciska guzik przywołujący obsługę. Jednak zaraz zauważa ostrzeżenie: Waga maksymalna 180 kg.

Sam jego wózek akumulatorowy wazy prawie 150 kg, a on sam jednak trochę więcej niż 30 kg. Ze stoickim spokojem robi w tył zwrot. Spajk niestrudzenie biegnie obok niego. W końcu obydwaj znajdują windę – centrum handlowe Złote Tarasy graniczące z dworcem pomyślało o swoich klientach na wózkach.

I choć Marek Sołtys stał się znaną postacią, to ciągle jeszcze zdarzają się miejsca, w których spotyka go odrzucenie. Tak jak w sklepie z ekskluzywną odzieżą męską przy Nowym Świecie, gdzie sprzedawca potraktował go opryskliwie, twierdząc, że niepełnosprawnych i tak nie stać na drogie garnitury, a inni klienci mogą czuć się przez nich nagabywani. Przed sklepem nadal znajduje się stopień. Ale Marek Sołtys się nie poddaje – podbudowują go przeważnie pozytywne reakcje: – Wzbudzam sympatię.

Okazuje się, że pomoc dla osób z niepełnosprawnością jest trendy.  Faktycznie zniknęły już niektóre bariery. – Nawet w metrze – cieszy się Sołtys. Jako tłumacz /…/ wcześniej nie stawał w świetle reflektorów.  – Miło jest być popularnym, ale najważniejsze jest, że mogę to wykorzystać, użyczając  twarzy nowej akcji”.

Coraz więcej osób przyłącza się do jego fundacji „Towarzystwo Przyjaciół Szalonego Wózkowicza”. – Jesteśmy dużą grupą społeczną, – mówi Marek. – A im bardziej społeczeństwo się starzeje, tym więcej będzie osób na wózkach.

Uważa, że każdego może to spotkać. Do siedemnastego roku życia był  sprawny,

uprawiał sport i nigdy przez myśl mu nie przeszło, że któregoś dnia nie będzie mógł chodzić. – Banalny wypadek, narkoza i zostałem sparaliżowany. Lekarze nie dawali mi żadnej nadziei. Mogłem być przykuty do łóżka do końca moich dni” opowiada Marek.

Na początku był załamany. Przerwał szkołę, odpuścił sobie wszystko. Aż któregoś dnia się zbuntował. – Znowu chcę brać udział w życiu. To nie może być koniec. Spróbować tego, co niemożliwe, to szaleństwo. Od tamtego czasu ja, „szalony wózkowicz” szaleję na ulicach Warszawy – żartuje.

Scena trzecia: Kopiec Cwila na warszawskim Ursynowie. Młodzi ludzie rzucają się śnieżkami. Marek Sołtys siedzi na wielkich sankach. Głośno krzycząc „aaaa” i „oooo” pędzi w dół z górki.  A górka nie byle jaka – mierzy w końcu całe 108 metrów. Labrador Spajk biegnie kawałek obok niego, przewraca się, wstaje i spogląda na pana pytająco – „Jeszcze raz na górę?”

Marek Sołtys mieszka nie daleko. W mieszkaniu, dzielonym z „uroczą osobą”, jak twierdzi, wszystko jest dostosowane do potrzeb niepełnosprawnego. Ale z domu wyjeżdża tak często, jak tylko się da. Podróże to moje hobby – opowiada. – Może się wydawać, że to dla wózkowicza bardzo trudne. Dla mnie to wyzwanie.  Jednym z moich najpiękniejszych wspomnień jest wędrówka wzdłuż fiordów w Norwegii. W następnym roku czeka Ukraina. – Im bardziej w dziczy, tym lepiej.

Filmik z jazdą na sankach umieścił w sieci. – Życie jest cudowne. Nawet, gdy siedzimy na wózku – mówi Marek dopijając ostatni łyk kawy. – Wielu myśli, że jesteśmy ponurakami, którzy siedzą w domu. I kiedy nagle stoimy przed teatrem, basenem czy restauracją, wszyscy wytrzeszczają oczy. – To powinno się zmienić.

Tymczasem inicjatywy podobne do jego fundacji powstają już w Gdańsku, Krakowie, Łodzi i Wrocławiu. – Kiedyś będziemy całkiem normalnie żyć obok – mówi z przekonaniem. – No bo co różni nas tak bardzo? Poruszamy się inaczej, to wszystko: jedni na dwóch nogach, inni na kółkach. Odstawia filiżankę, opatula się szalikiem i w świetnym humorze naciska przełącznik „Naprzód”.

(tłumaczenie z niemieckiego:  Andrzej Kapys i Malgorzata Kowalska)

Wg oficjalnych liczb w Polsce jest około 3,7 miliona osób niepełnosprawnych. Organizacje niepełnosprawnych podają znacznie wyższą liczbę – 5,5 miliona.

Rzecznictwo osób niepełnosprawnych:

w administracji na wszystkich szczeblach istnieją rzecznicy dla osób niepełnosprawnych. Są oni przeważnie zdrowi i nie znają problemów tych osób z własnego doświadczenia. Wciąż buduje się za wysokie krawężniki, szkoły i uniwersytety bez ramp, niedostępne dworce. Absurdalnie śmieszne akcje filmowe „Szalonego Wózkowicza” zmieniają mentalność Polaków na trwałe, lepiej niż wszystkie dobrze pomyślane ustawy.

***

Drugi Program Telewizyjny  w Niemczech ZDF: http://www.heute.de/ZDFheute/inhalt/8/0,3672,8175624,00.html

***

Augsburger Allgemeine:   http://www.augsburger-allgemeine.de/Home/Nachrichten/Aus-aller-Welt/Artikel,-Rollstuhlfahrer-Polen-Schicksal-_arid,2329693_regid,2_puid,2_pageid,4293.html

***

Freiburg im Breisgau.  http://www.badische-zeitung.de/panorama/besser-rollstuhlfahren-dank-youtube–39394456.html

***

„Stuttgarter Nachrichten”

***

Frankfurter Rundshau – http://www.fr-online.de/politik/der-bewegende-mann/-/1472596/5078192/-/index.html

i inne.

***